Katolicy, a Świadkowie Jehowy

Armagedon

W dniach od 19 do 20 kwietnia br. przebywał w Białymstoku pan Tadeusz Kunda, prezes ruchu Effatha. Pan Kunda od 40 lat zajmuje się problemem Świadków Jehowy i jest autorem takich między innymi książek jak "Pismo Św. przeczy nauce Świadków Jehowy" czy "Strzeżcie się fałszywych proroków".

Korzystając z okazji, pracownicy Punktu Informacyjnego o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych przy Bazylice Katedralnej p.w. Wniebowzięcia NMP, przeprowadzili wywiad z Panem Tadeuszem.

- Jest pan prezesem ruchu Effatha, a także autorem wielu książek poświęconych tematyce Świadków Jehowy. Co skłoniło Pana do podjęcia tak trudnej i odpowiedzialnej posługi?

- Przede wszystkim pragnienie obrony czystości nauki Kościoła katolickiego nie tylko ze strony Świadków Jehowy, ale wszystkich sekt. Jest to nakaz chwili. Obecnie ponad 300 sekt uderza w fundament Chrystusowego Kościoła. Błędne nauki zwodzą tysiące ludzi, którzy nieświadomie schodzą z drogi prawdy. Wobec tak dużego zagrożenia, my katolicy powinniśmy poczuć się odpowiedzialni za Kościół.

Już 40 lat zajmuję się problematyką sekt, a w szczególności nauką Świadków Jehowy. Idąc za wezwaniem serca przy pomocy Matki Bożej robię wszystko, co jest możliwe do zrobienia na tym polu. Kilka lat temu powstał ruch Effatha, którego głównym celem jest obrona świętej wiary przed doktrynami sekt. Napisałem też kilka książek, ale jedna z nich, "Wróć... synu wróć z daleka" zawierająca około 170 świadectw ludzi, którzy powrócili do Chrystusa dzięki naszej działalności, jest dla nas największą radością. Nie przypisujemy sobie jednak żadnych zasług na tym polu. Naszą ambicją jest tylko powiedzieć: byłem, widziałem, a Bóg zwyciężał.

- Jakie były początki pańskiej działalności?

- W chwili obecnej mówi się już o zalewie sekt i nowych ruchów religijnych. U początku naszej działalności, zaraz po II wojnie światowej najbardziej widoczną sektą byli Świadkowie Jehowy. Nie znaliśmy tekstu Pisma Św., sami musieliśmy się wszystkiego uczyć, ażeby stanąć na wysokości zadania. Nasze wysiłki owocowały pierwszymi powrotami, które były dla nas motorem do dalszej pracy.

- Z jakimi trudnościami borykał się pan?

- Trudności były zawsze. Im bardziej Boże sprawy, tym większe problemy, ale wierzymy, że jeżeli Bóg daje trudności, to daje też i siły do ich przezwyciężania. Należy tylko całkowicie Mu zaufać.

- Świadkowie Jehowy nazywają siebie chrześcijanami. Czy słusznie?

- Nie, to nie jest odpowiednia nazwa. W jednej ze swoich najnowszych książek "Prowadzenie rozmów na podstawie Pisma", Świadkowie Jehowy zdecydowanie odcinają się od chrześcijaństwa. Na stronie 23 tejże książki czytamy: "Nie należymy do chrześcijaństwa i nie wierzymy w Trójcę Świętą, tylko oddajemy cześć Bogu Abrahama." Jest to więc absolutny neofaryzeizm nie mający nic wspólnego z chrześcijaństwem, pomimo iż w dalszym ciągu na łamach "Strażnicy" Świadkowie Jehowy tytułują się mianem chrześcijan.

- Czy mógłby pan w kilku zdaniach scharakteryzować organizację Świadków Jehowy?

- Założycielem ich był Charles T. Russell (1852-1916), Amerykanin, mający tylko podstawowe wykształcenie. W młodości kilka razy zmieniał wyznanie (prezbiterianin, kongregacjonalista, metodysta, adwentysta). U adwentystów zafascynowała go przepowiednia W. Müllera, iż 22.10.1844 r. zjawi się na ziemi Chrystus i zapoczątkuje "tysiącletnie krlestwo". Chrystus nie przyszedł, zaś Russell poprawił obliczenia Müllera i wytypował rok 1874, w którym Jezus również nie zjawił się. Ogłosił on wtedy, że Chrystus powrócił, ale niewidzialnie.

W 1879 r. Russell odłączył się od adwentystów i utworzył własną wspólnotę, ogłaszając się wysłannikiem Bożym, posiadającym dar bezbłędnego tłumaczenia Biblii. W 1913r. swoją organizację nazwał "Międzynarodowym Stowarzyszeniem Badaczy Pisma Św." Od 1879 r. wydawał czasopismo "Strażnica" (ukazuje się do dziś ). W jednym z nich polecił wykreślić z Biblii niektóre jej fragmenty (np. Mk 16,9-20; Łk 23,24; J 21,25; Ap 5, 3-13 ), gdyż nie były mu wygodne. Za następcy Russella, Josepha F. Rutherforda, doszło do rozłamu. Ci, którzy pozostali przy Rutherfordzie, przyjęli w 1931 r. nazwę Świadków Jehowy.

Warto podkreślić, że organizację Świadków Jehowy założył zwykły człowiek i jako taka jest ona sektą. Wszystkich zainteresowanych odsyłam do naszej książki "Pismo Św. przeczy nauce Świadków Jehowy", gdzie opisana jest cała ich historia.

- Świadkowie Jehowy pukając do naszych drzwi wykazują niezwykłą znajomość Pisma Św. Czy rzeczywiście tak jest?

- Z całym przekonaniem twierdzę, doświadczywszy tego wielokrotnie, że Świadkowie Jehowy opierają się jedynie na wyrwanych z kontekstu wersetach, a źle je interpretując robią z Pisma Św. koktajl, który nie smakuje i jest niestrawny. Tak robić nie wolno. Pismo Św. jest słowem natchnionym. Świadkowie Jehowy wydali Pismo Św., które zatytułowali "Chrześcijańskie Pisma greckie". Do tekstu tego wprowadzili tak dużo zmian, że śmiem powiedzieć, iż nikt tak nie sprofanował Pisma Św. jak właśnie oni. W tym miejscu chcę dodać, że Świadkowie Jehowy trzykrotnie w tygodniu zbierają się na studium "Strażnicy", a Pismo Św. jest do tego jedynie miernym dodatkiem. Nie znają więc oni Biblii, nie mówiąc już o duchu, który w niej tkwi.

- Głosząc konferencje po całej Polsce, robi pan tzw. rewizyty i odwiedza domy Świadków Jehowy, proponując rozmowę na tematy biblijne. Jak jest pan przez nich przyjmowany.

- Jeśli chodzi o zachowanie się Świadków Jehowy w stosunku do nas, stowarzyszonych w ruchu Effatha, to w większości wypadków, gdy dowiadują się kim jesteśmy, zamykają przed nami drzwi. Ci zaś, którzy zdecydują się na rozmowę po chwili niejasności pytają o cel naszej wizyty. Kiedy mówimy, że taki sam jak ich, gdy idą do domów katolików, przeważnie jesteśmy wypraszani. Uważają oni, że jeśli ktoś do nich przychodzi to tylko po to, aby uzyskać informacje, jak zostać Świadkiem Jehowy. Świadkowie Jehowy widząc, że bronimy nauki Kościoła, nie szczędzą nam przykrych epitetów. W czasie jednej z rozmów, nie znający mnie Świadek Jehowy powiedział: "Nie będę z panem rozmawiał, bo pan jest Antychrystem."

- Skąd czerpie pan siły do apostołowania?

- Siły daje Matka Boża. Wierzę, że jeśli dalsza nasza działalność będzie potrzebna, Matka Boża, w której ręce oddaliśmy wszystko, na pewno pospieszy z odpowiednią pomocą.

- Czy dużo ma pan zaproszeń na spotkania w parafiach naszego kraju?

- Aktualnie wszystkie niedziele roku kalendarzowego są już zarezerwowane. Mam już nawet zajętą jedną niedzielę roku 1998. Stąd wniosek, że na terenie całej Polski taka działalność jest potrzebna. Tu chciałbym wyrazić podziękowanie księdzu arcybiskupowi Stanisławowi Szymeckiemu, który podczas naszej rozmowy ogarnął ten problem swoim biskupim sercem. Dziękuję też księdzu proboszczowi parafii Świętej Jadwigi za zaproszenie oraz wszystkim organizatorom, którzy w sposób szczególny i godny podziwu przyczynili się do tego, że mogłem w Białymstoku wygłosić tak wiele prelekcji.

- Jaka jest świadomość i wiedza katolików na temat sekty Świadków Jehowy?

- Z przykrością trzeba stwierdzić, że świadomość katolików na temat sekt jest bardzo niska. Wielu katolików nie zdaje sobie sprawy z tego, iż sami winni są prześladowania Kościoła, ponieważ nie studiują Pisma Św. Na mocy dekretu o apostolstwie świeckich wszyscy są odpowiedzialni za całość i jedność Chrystusowej owczarni. Chciałbym jednak zaapelować do katolików nie znających dobrze Pisma Św., aby nie podejmowali rozmów ze Świadkami Jehowy, którzy aż trzy razy w tygodniu spotykają się na studium "Strażnicy" i mogą dokładnie zamącić w głowach ludzi nieoczytanych w Piśmie Św.

- Skąd czerpie pan tematy do swoich książek i czy planuje pan wydanie kolejnych pozycji o Świadkach Jehowy?

- Nowe opracowania rodzą się z serca, z dokumentów, które wydają Świadkowie Jehowy, a które to dokumenty dostarczają dostatecznie dużo materiału, aby tworzyć nowy "antybiotyk" na podawane przez "Strażnicę" trucizny. Obecnie pracuję nad wydaniem kolejnej pozycji pt. "Niewiasta obleczona w słońce", która będzie bronić godności Matki Najświętszej przed obelgami skierowanymi w Jej stronę.

- Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę wiele wytrwałości w walce z sektami w Polsce.

Rozmawiała Ewa Cymerman

Powrót na stronę Artykuły

PUNKT © 1995-2010